Plaga pod nazwą coronawirus spadła na świat paraliżując lękiem, tym większym, że nikt nie wiedział nic więcej, niż to, że jest śmiertelnie niebezpieczny. Po pierwszym okresie zamknięcia ludzi w domach, przepełnionych szpitalach, setkach ofiar śmiertelnych, zatrzymaniu produkcji, usług i – praktycznie – wszelkiej aktywności, atak pandemii został jako tako opanowany. Świat nauki, epidemiolodzy, wirusolodzy, farmaceuci, biotechnolodzy, specjaliści i badacze zajęli się poszukiwaniem szczepionki i lekarstwa, ekonomiści zaczęli liczyć straty, a politycy szukali kompromisu między restrykcjami, a ich znoszeniem.
Świat stanął przed wyzwaniem jak ratować zdrowie i życie, jak uchronić gospodarki przed krachem, a ludzi przed utratą środków do życia. Gdy gospodarka została sparaliżowana, motoryzacja ucierpiała szczególnie mocno. A sport samochodowy jeszcze bardziej, zwłaszcza że postrzegany bywa jako kosztowna fanaberia. Takim opiniom sprzyjają absurdalne ceny samochodów wyczynowych, stosowanie rozwiązań technicznych, które z realiami aut w salonach niewiele mają wspólnego, wysokie koszty infrastruktury oraz organizacji zawodów i na dodatek presja ekologów. Zapomina się o tym, że rajdy i wyścigi na poziomie mistrzostw świata, to poza sportem również show w gęstym sosie marketingowym i wielki biznes operujący ogromnym kapitałem i potężnym zapleczem produkcyjnym.
Na samym szczycie jest Formuła 1 z kosmicznymi technologiami, gigantycznymi pieniędzmi, globalnym przekazem TV każdej z rund. Od lat w tym cyklu wyścigowym coraz więcej jest biznesu i show niż sportu, ale magia Formuły 1 wciąż działa. Kiedy w świat uderzył wirus w tym światku po pierwszym szoku zapanowała niepewność, chwilę potem zaczęło się liczenie strat. Niemal natychmiast szefowie przedsiębiorstw należących do Formula One Group, a której to właścicielem jest Liberty Media Corporation, rozpoczęli poszukiwanie sposobów na ratowanie serialu wyścigowego. Zespoły toczyły odrębną walkę o przetrwanie tnąc koszty, zaciągając wielomilionowe kredyty i negocjując umowy z zawiedzionymi sponsorami. Udało się uniknąć katastrofy, w niektórych przypadkach trochę łapiąc się lewą ręką za prawe ucho, w końcu na starcie pojawiły się ekipy w komplecie. Po miesiącach deliberacji, wyborze terminów, torów i po ustaleniu zasad reżimów sanitarnych, ogłoszono wstępny kalendarz ośmiu weekendów wyścigowych. Już w trakcie pierwszego w tym sezonie Grand Prix Austrii poinformowano o kolejnych terminach wyścigów w Mugello i w Soczi.
Kiedy już cykl Grand Prix Formuły 1 ruszył, to bez kibiców, tłumu dziennikarzy, VIP-ów, z personelem w maseczkach i utrzymywaniem dystansu. Cały szereg elementów show, blichtru i celebry zniknął, w efekcie uwaga widzów w większym stopniu skupiła się na samej rywalizacji. I to chyba jedyny pozytyw wirusowego zamieszania.
znajdziesz w bezpłatnym wydaniu magazynu iAuto nr 145 [LINK]
No results available