Longin Bielak – 100 lat

  • Aktualności
  • 09.09.2026
  • Redakcja

Chłopak, który przeżył deportację na Syberię, wojnę i front, by ścigać się z przyszłymi mistrzami świata.

Został zmotoryzowanym zwiadowcą, mechanikiem i jednym z najwybitniejszych polskich kierowców sportowych.
Sam budował samochody, dziesięć razy startował w Rajdzie Monte Carlo i rywalizował w Formule 3 z kierowcami, którzy później zdobywali mistrzostwo świata.

9 września 2026 roku Longin Bielak skończył 100 lat. Dla polskiego motorsportu to nie jest jednak tylko jubileusz jednego z najstarszych kierowców. To także okazja, by przypomnieć historię człowieka, którego życie jest niemal gotowym scenariuszem filmowym.

W jego biografii mieszczą się Syberia, wojna, powojenna odbudowa Polski, pierwsze wyścigi samochodowe, żelazna kurtyna, samodzielnie konstruowane samochody, Formuła 3, Rajd Monte Carlo i dziesięciolecia działalności na rzecz polskiej motoryzacji.

A wszystko zaczęło się od wojny.

Syberia, głód i wojna

Longin Bielak urodził się na terenie dzisiejszej Białorusi.
Jako dziecko doświadczył represji sowieckich. W 1940 roku został deportowany wraz z rodziną na Syberię. Tam przyszło mu zmierzyć się z głodem, ciężką pracą i warunkami, które dla wielu kończyły się śmiercią. Sam po latach mówił, że właśnie te doświadczenia mogły go zahartować na całe życie.
Wspominał:

Dużo w życiu przeżyłem.
Śmierć ojca, Syberia, wojna, działanie w wywiadzie zmotoryzowanym.

Jako młody człowiek trafił do Wojska Polskiego. Został zwiadowcą zmotoryzowanym.
Jeździł w trudnym terenie, a awarie pojazdów zmuszały go do samodzielnego radzenia sobie z mechaniką.
To właśnie wojna dała początek jego wielkiej przygodzie z samochodami.
Wspominał:

Auta psuły się co chwilę. Nie było części, więc człowiek musiał kombinować.

Najpierw mechanik, potem kierowca

Po wojnie Bielak trafił do Warszawy. Pracował jako kierowca, ale szybko okazało się, że samochód może być dla niego czymś więcej niż tylko narzędziem pracy. W 1949 roku rozpoczął karierę sportową. W tamtych czasach nie było profesjonalnych zespołów dysponujących ogromnymi budżetami, nowoczesnymi symulatorami i całymi sztabami inżynierów. Kierowca często musiał być jednocześnie mechanikiem, konstruktorem i organizatorem własnych startów. Bielak doskonale odnalazł się w tych realiach.

Pierwszy samochód wyścigowy zbudował na bazie Fiata 1100.
Później tworzył kolejne konstrukcje, korzystając z tego, co było dostępne. Jak sam przyznawał, brak części i możliwości zakupu gotowego sprzętu zmuszał zawodników do kreatywności.
Wspominał:

Wstąpił we mnie jakiś szatan po pierwszym starcie.

21 tytułów i droga na Zachód

Longin Bielak szybko stał się jednym z najlepszych polskich kierowców swojego pokolenia. W rajdach i wyścigach zdobył 21 tytułów mistrza i wicemistrza Polski.
Największą miłością były jednak dla niego wyścigi.
W latach 60. otrzymał możliwość startów zagranicznych i pojawił się na torach Formuły 3.
To właśnie wtedy jego nazwisko znalazło się w towarzystwie kierowców, których kariery miały za chwilę eksplodować.
Longin Bielak rywalizował między innymi z Jochem Rindtem i Jackiem Stewartem. Obaj później zdobyli tytuły mistrzów świata Formuły 1.
Polak nie miał jednak takich możliwości jak zawodnicy z Zachodu.

Żelazna kurtyna ograniczała możliwość startów, podróżowania i zdobywania nowoczesnego sprzętu. Polska nie dysponowała środkami, które pozwalałyby na regularną walkę o najwyższe cele międzynarodowe. Bielak pozostał więc jednym z tych kierowców, których karierę trzeba oceniać nie tylko przez pryzmat zdobytych trofeów, lecz także przez to, z jakimi ograniczeniami musieli się mierzyć.

Rindt i opony z Zachodu

Jedna z historii z czasów startów w Formule 3 dobrze pokazuje różnicę między polskim kierowcą a zachodnimi rywalami. Bielak ścigał się na oponach wyposażonych w dętki. Dla współczesnego kierowcy wyścigowego brzmi to niemal niewiarygodnie. Zachodni zawodnicy korzystali już wtedy z profesjonalnego ogumienia wyścigowego.

Na sprzęt Polaka zwrócił uwagę Jochen Rindt.
Ostatecznie, przy wsparciu Austriaka, Bielak otrzymał brytyjskie opony.
To drobny epizod, ale dobrze pokazuje realia epoki: talent i odwaga mogły zaprowadzić polskiego kierowcę na międzynarodowy tor, lecz sprzęt i polityczne granice często wyznaczały granicę jego możliwości.

Dziesięć razy Monte Carlo

Jednym z najważniejszych rozdziałów kariery Bielaka pozostaje Rajd Monte Carlo.
Polak wystartował w nim aż 10 razy. Jest jedynym polskim kierowcą z tak bogatym dorobkiem startowym w tej imprezie. Pięciokrotnie brał także udział w słynnym Rajdzie Akropolu.
Co szczególnie symboliczne, w Monte Carlo pojawił się także za kierownicą polskiej Syreny.

W tamtych czasach sam wyjazd z kraju na zachodnie zawody nie był prostą sprawą.
Longin Bielak był zatrudniony jako kierowca w spółdzielni, a na potrzeby startu państwo udostępniło mu samochód.
Nie był zawodnikiem wielkiego, zachodniego koncernu. Był polskim kierowcą w czasach, gdy sport samochodowy rozwijał się niemal wbrew wszystkiemu.

Nie tylko kierowca

Po zakończeniu kariery wyczynowej Bielak nie rozstał się z motoryzacją.
Zaangażował się w działalność Polskiego Związku Motorowego. Przypadło mu działać w trudnym okresie, gdy sport samochodowy w Polsce przeżywał kryzys związany m.in. z europejskim kryzysem paliwowym. Jego działalność przyczyniła się do zmian w polskim motorsporcie. Rozwijano infrastrukturę torową, zmieniano regulaminy techniczne i ułatwiano kierowcom starty. Longin Bielak angażował się również w organizację międzynarodowych zawodów w krajach bloku wschodniego.

Przez dziesięciolecia pozostawał związany z Automobilklubem Polski.
Dziś jest jego Honorowym Prezesem.
Za działalność na rzecz polskiej motoryzacji został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Syrena, Maluch i niezwykła klamra

Historia Longina Bielaka ma jeszcze jeden piękny motyw.
Człowiek, który kiedyś startował w Monte Carlo Syreną, po wielu dekadach ponownie ruszył na południe Europy – tym razem Fiatem 126p.

W 2023 roku uczestniczył wraz z Sobiesławem Zasadą w wyprawie z Polski do Monte Carlo.
Z czasem ich wspólna historia stała się jednym z impulsów do rozwoju Wielkiej Wyprawy Maluchów – przedsięwzięcia charytatywnego, którego celem jest pomoc dzieciom poszkodowanym w wypadkach drogowych.
Longin Bielak został ambasadorem tej inicjatywy.
I nie jest to funkcja wyłącznie honorowa.

W wieku 97 lat ponownie ruszył z Zasadą w trasę. Rok później jechali na Monte Cassino.
W 2026 roku, mając już 99 lat, Bielak pojawił się na starcie kolejnej wyprawy – tym razem z Wrocławia do Normandii, mimo ekstremalnych upałów.

Jego motywacja jest dziś zupełnie inna niż kilkadziesiąt lat temu.
Mówił w 2026 roku:

Ja już mam tylko jedno marzenie. By dzieci nie ginęły na polskich drogach.

Longin Bielak - ambasador Wielkiej Wyprawy Maluchów dla Dzieci.

Longin Bielak – ambasador Wielkiej Wyprawy Maluchów dla Dzieci.

100 lat i wciąż w drodze

Historia Longina Bielaka jest wyjątkowa nie tylko ze względu na liczby:

  • 100 lat życia,
  • 21 tytułów mistrza i wicemistrza Polski,
  • 10 startów w Monte Carlo,
  • Formuła 3 i rywalizacja z przyszłymi mistrzami świata.

Najbardziej niezwykła jest ciągłość tej historii.
Chłopiec zesłany na Syberię został żołnierzem i zmotoryzowanym zwiadowcą. Wojna nauczyła go przetrwania i radzenia sobie z maszynami. Po wojnie samochody stały się jego zawodem, a później pasją. Pasja doprowadziła go na największe europejskie trasy. Gdy zakończył karierę, zaczął działać na rzecz rozwoju polskiego sportu motorowego.
A kiedy mógł już dawno odłożyć kluczyki na półkę, ponownie wsiadł do Malucha, żeby pomagać dzieciom.

Longin Bielak ma dziś 100 lat.
Przeżył świat, w którym samochód był luksusem, kierowca musiał być mechanikiem, a wyjazd na Zachód wymagał zgody państwa. Widział narodziny powojennego polskiego motorsportu, jego rozwój i przemiany.
I wciąż jest blisko samochodów.
Może właśnie dlatego jego biografia jest czymś więcej niż historią sportowca. Jest opowieścią o człowieku, który przez całe życie pozostawał w ruchu – niezależnie od tego, czy droga prowadziła przez Syberię, wojenny front, tor wyścigowy, Monte Carlo czy współczesną Europę.

Jeszcze raz sto lat Panie Longinie.
To wciąż jeszcze nie ostatni zakręt.

Zobacz również

  • Aktualności
  • MIROSŁAW RUTKOWSKI
  • 24.09.2020
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 05.05.2022
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 20.08.2023
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 21.04.2021
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 12.03.2022
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 02.08.2020
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 17.09.2020
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 14.03.2021
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 19.02.2021
  • Aktualności
  • Redakcja
  • 26.07.2022

Zostaw komentarz