Archiwa tagu: iAuto 166

Ameryka

Tak zwykło się określać samochody przybywające do nas z USA. W odległej przeszłości były to najczęściej auta Polonusów wysyłane jako mienie przesiedleńcze. W ostatnim dwudziestoleciu import objął wszelkie marki z naciskiem na tzw. luksusowe.

O ile w czasach „Samych swoich” w kontenerach płynęły prawdziwe cacka z Detroit, tam kupowane za grosze, ale w Polsce epatujące chromem i rozmiarami, to później import z USA objął głównie auta tak zwane powypadkowe. Przy czym owa „powypadkowość” wykazywała elastyczność niczym guma. Trzeba wiedzieć, że przywóz samochodu do Polski to koszty logistyczne i celne. W zależności od modelu i rocznika oraz zadeklarowanej wartości, do ceny zakupu dorzucić wypada od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Aby więc import miał sens, należy kupić jak najtaniej, żeby móc potem sprzedać… jak najdrożej. Co innego, gdy kupowano auto „dla siebie”. Wtedy można było wybrać spośród egzemplarzy, które w USA nie wyglądały jak harmonijka. Na pewno trzeba było parę rzeczy poprawić, ale wiadome jest, że poszycie zderzaka czy błotnik to elementy wymienne i taka ingerencja jest dopuszczalna, o ile zakupowi towarzyszy stosowna obniżka ceny. Innymi słowy, Ameryka była przez lata źródłem dwóch kanałów zakupowych: klasyków do odbudowy lub postawienia w garażu oraz samochodów codziennego użytku, ale jednak wyższej klasy. W tych ostatnich dokonać trzeba było napraw, ale i tak wychodziło taniej, niż zakup podobnie uszkodzonego pojazdu w Europie. Trochę dziwnie to brzmi, ale tak to działało. Czy nadal działa? Chyba tak.

Cały artykuł w iAuto 166 [LINK]

300 procent

Rynek klasyków – Renault 16

Samochody popularne, nawet tak oryginalne jak Renault 16, skazane są na trudny żywot. W okresie młodości mocno eksploatowane, później porzucane, bo kto by chciał jeździć autem odziedziczonym po dziadku. Trzeba dopiero pasjonata żeby takie auto przywrócić na drogę i kolejnego, który za coś takiego będzie gotów zapłacić.

Trzeba też jednak zrozumieć, że „Szesnastka” była rynkowym hitem w czasach kiedy to pojęcie ledwo dojrzewało. Poza tym, Renault przygotowało pod każdym względem bardzo dojrzały projekt. Dlatego po latach łatwo jest docenić dobrze utrzymany egzemplarz. Nie tylko bowiem cieszy swoją kondycją, ale wciąż dostarcza satysfakcji z próbowania projektanckich smaczków. Warto wiedzieć, że za takie ucztowanie przyjdzie jednak coraz więcej zapłacić. Najmłodsze samochody pochodzą z 1980 roku a poszukiwane auta z początków produkcji ukończyły z powodzeniem półwiecze. Z takim dorobkiem się nie żartuje. Z tym większą uwagą spoglądam na sprzedany niedawno w Szwecji egzemplarz z 1969 roku. Uzyskał on tam bowiem nieco ponad 30 tys złotych i to jest minimum, jakie przyjdzie nam zapłacić za R16. Ba, kilka lat temu, to były wszystkie pieniądze, jakich za „Szesnastkę” można było oczekiwać. To się jednak zmieniło. Teraz to jest dolna granica, zresztą za samochód w stanie, który pozostawia nieco do życzenia.

Całość w iAuto 166 – [LINK]